Siedzę bezczynnie. Wpieprzam czekoladę, oglądam telewizję, chwilami zrobię coś w domu. I się nudzę. To nie jest to, o czym marzę…

K. zawsze chciał, bym siedziała w domu, jeśli będzie to możliwe. A ja czuję, że chyba nie wytrzymałabym tak długo. Owszem, w pewnych aspektach ma rację. Ale… Nie wysiedzę na tyłku całe życie. Muszę coś robić, mieć zajęcie.

Na scenę wkracza raźno wizja własnej kwiaciarni. Nie dość, że jawiącej się jako rzeka złota (w co – szczerze mówiąc – ciężko mi uwierzyć; zysk? ok, ale przypuszczalnie na poziomie umiarkowanym. I nie chcę więcej.), to jeszcze pełnej cudownych kwiatów, przedmiotów, pięknych zapachów i tych innych kwiaciarnianych specjalności. Pomysł swoim blaskiem przyćmiewa nawet studio fotograficzne, wszak kiedy zjawia się zwątpienie, pomysł powinien być skreślony. Bo to nie to, nie ta jedyna w swoim rodzaju, wyjątkowa droga… Mocno wierzę, że się uda. I pomysł mi się podoba.

Chociaż… zostałam wychowana w poczuciu, że jedyne słuszne drogi to lekarz, prawnik, bankier czy inny -log czy spec. A wszystko inne jest be, niższej klasy i tak dalej. Wyszktałcił się u mnie strach, że co innego nie da mi stabilności w życiu, pewności finansowej i tak dalej… A przecież tylu ludzi robi co innego i ma się dobrze, prawda?

19.02.2007

Chora. Ledwo gadam.

Źle się czuję, zimno mi, marudzę, jestem wyprana z jakichkolwiek uczuć.  Jakichkolwiek. Był ze mną przez 4 dni. I teraz, gdy Go nie ma – pustka. Nie ma nic. Ani szalonej tęsknoty, ani dreszczy, ani niechęci, totalnie pusto… Ty wiesz dlaczego.

To przez tą zimę. To znaczy, tą szarą nijakość. Nienawidzę takiej pogody. Sprawia, że wpadam w depresję. Chciałabym już wiosnę… Słońce… Marzy mi się spacer po parku czy lesie, w ciepłym słońcu. Może wróciłaby mi radość życia?

Jezu, nie wiem, co się ze mną dzieje. Zaraz się rozkleję…..

Wieczornie

15.02.2007

Znów samotny wieczór. Wyginam drucik i nawlekam niebieskie kropelki. Fajny efekt. Dam któregoś dnia zdjęcie.

Zimno mi, co chwile zdychają mi myszki (komputerowe…;)). Przede mną leżą trzy. Jedna działa.

Histeryczka jestem, cholera. Cyrk wczoraj urządziłam, wyłam nie wiadomo, dlaczego przez 3 godziny. Uspokoiłam się dopiero rozmawiając z Krzyśkiem przez telefon. A dziś wyglądałam jak przetrącona.

A swoją drogą, kiczowate walentynkowe serduszka wywołują u mnie mdłości. Co innego piękne, niczym nie zdobione czerwone róże :) I nie mam nic przeciwko pachnącym drzewem sandałowym świeczkom. I ciepłemu jabłecznikowi w naszej ulubionej kawiarni.

Mmmm, lubię te nasze walentynki ;) Ale tylko te nasze.

I nie mogę się doczekać jutra, jutro zostaniesz i do poniedziałku non stop będziesz przy mnie…. :) Iiiihaaa:)

11.02.2007

Wieczór, niedziela.

Za oknem sypie, a ja dogrzewam się gorzką herbatą. Spod telefonu łypią na mnie podejrzliwie kserówki z historii. Okropieństwo. Po co ja się pchałam na humana? Mogłam iść do zawodówki…;)

A za kilka miesięcy, kiedy będzie lato, kiedy będę już piękna będzie mi CIEPŁO. Jaaasne, najpierw to tyłek trzeba ruszyć spod komputera i zrobić parę przysiadów. Eee, lenia mam. Takie rzeczy tylko w łóżeczku.

A tymczasem podjadam cukier waniliowy. Taka jestem konsekwentna, ooczywiście.

Wstałam dziś rano i co się moim oczom ukazało? Otóż, na stole w kuchni był czajnik bezprzewodowy i kredka do oczu w psiej misce (po pierwsze: psa ni ma, po drugie: czajnik jest, inny, gdzie indziej). A w korytarzu, w koszu na klucze serducho na patyku i jajo. Zwykłe, kurze, surowe jajo…

Po małym wywiadzie ustaliłam, że wszystko to fanty z loterii organizowanej na zabawie, na której byli Mama z Markiem. I wszystko jasne. A swoją drogą, było ich jeszcze sporo… I to najdziwniejszych, łącznie z rajstopami.

Herbata mi się skończyła. Cukier też.

Ooo, tak.

Nie potrafię usiedzieć w miejscu zbyt długo. Próbuję znowu, może coś z tego wyjdzie? A może za miesiąc będę już gdzieś indziej? Diabeł jeden wie…